18-23.08.2026 Mae Nam

18.08.2026 wymeldowujemy się z naszej willi w Lamai i jedziemy Grab-em do hotelu Saree Samui w Mae Nam. Choć to przejażdżka przez połowę wyspy, to czas przejazdu wynosi tylko 40 minut, a cena za duży van – THB 750. Bo to jednak nieduża wyspa.

Saree Samui to czterogwiazdkowy obiekt składający się z małych willi, położony przy samej plaży, która w tym miejscu wyspy jest wąska i zaciszna. Cena pobytu to THB 11800 dziennie, w tym śniadanie, za dwoje dorosłych i dwoje dzieci śpiących na kanapie w mini-salonie.

Później sprawdziłem, że wynajem dwóch tańszych willi (każda z wygodną sypialnią i salonem, choć dalej od morza) wychodzi taniej, niż tej jednej willi. Z uwagi na wiek dzieci chcieliśmy ulokować się wszyscy w jednej willi, ale w przyszłości rozważymy rezerwację osobnych willi / pokoi. Zwłaszcza, że większość hoteli przy plaży nie oferuje pokoi / willi czteroosobowych, liczba obiektów przy takim filtrowaniu spada o 95%.

Atutem hotelu jest duży, trzydziestometrowy basen.

Jedzenie w hotelowej restauracji jest, jak to w czterogwiazdkowym hotelu, dość drogie, a jednocześnie nierówne. Jedne potrawy są smaczne, inne – takie sobie. Przystawki THB 380, dania odpowiednio droższe. Szejki owocowe słabe, a kosztują THB 160 (w pobliskich restauracjach THB 80, a na markecie THB 40).

Śniadania w hotelu są ok, jest stacja jajeczno-omletowa, jest kilka lokalnych dań obiadowych codziennie innych, reszta oferty pozostaje stała – wybór raczej mały.

W piątki na plaży przyległej do hotelu organizowane są barbecue z owocami morza, z atrakcją w postaci pokazów ognia.

Na terenie hotelu jest masaż, ale ceny ma kilkukrotnie wyższe od lokalnych rynkowych. Korzystam z innego masażu na plaży:

Przy plaży cumują łodzie rybackie:

Plaża ciągnie się dość daleko w kierunku wschodnim, chyba aż do Bo Put. Można nią chodzić w tamtym kierunku na spacery. Po drodze mija się zarówno nieużytki pełne palm, jak i niedokończone inwestycje turystyczne:

Wzdłuż plaży mieszczą się dziesiątki masaży, jeden obok drugiego:

Niedaleko od hotelu znajduje się przystań Pralarn Pier, z której systematycznie odpływają promy i speedboaty na Koh Phangan i inne wyspy. Na terenie przystani jest parę sklepów i barów.

Między przystanią a hotelem znajduje się świątynia buddyjska Wat Na Phra Lan. Niewiele się w niej dzieje, ponoć upamiętnia legendarnego lokalnego mnicha Khrua Phutson, który jest przedstawiony na różnych rzeźbach.

W okolicy są małe lokalne restauracje, niektóre bardzo prowizorycznie urządzone, tym niemniej oblegane przez turystów. W jednej z nich -Yoi Restaurant – jemy smaczną kolację, a dodatkowo obierają dla nas całego duriana, pysznego, ale za dużego, żeby dało się go zjeść w całości (THB 180). W innej, mniej prowizorycznej – Sunshine Gourmet – jemy obiad. W każdym z tychmiejsc posiłek dla czterech osób z napojami i deserem wychodzi za około THB 1000.

Okolica tutaj jest dość wiejska w charakterze, ale jest dużo punktów handlowych i usługowych.

Praktycznie codziennie koło 15:00-16:00 godziny ma miejsce trwająca około 20 minut ulewa z silnym wiatrem. W efekcie na uliczkach powstaje pełno kałuż.

Mieszkanie w wiejskiej okolicy jest ciekawą odmianą po pobycie w zabudowanym Lamai. Wieś ma swoją mroczną stronę: palenie śmieci. Kilka razy czujemy ostry dym zupełnie jak na Sri Lance, bo ktoś pali przy drodze śmieci. Tu akurat ktoś palił meble:

Niedaleko od naszego hotelu znajduje się Mae Nam Viewpoint, wysunięte w morze wzgórze, z którego jest ładny widok:

W odległości 15 minut od naszego hotelu znajduje się Mae Nam Night Market. Jest to miejsce przeznaczone głównie dla lokalsów, w związku z czym wiele informacji jest tylko po tajsku, jakość – wysoka, a ceny – bardzo niskie (około 2-3 razy niższe, niż na odwiedzonym przez nas nocnym targu w Fisherman’s Village). Przykładowo, szaszłyki z kulek mięsnych po THB 10, ciepłe ciastka kokosowe po THB 30 za pudełko, szejki owocowe po THB 40, a pyszne sushi, robione na bieżąco, po THB 100 za 11 kawałków. Oprócz gotowego jedzenia są świeże owoce i warzywa oraz ryby i mięso. Bardzo polecam to miejsce. Poniżej stanowisko z Sushi:

A tutaj proponowane są desery – nie do końca wiem, na czym oparte, ale bardzo smaczne i w cenie THB 7:

Jednego z wieczorów (19.08.2026) wybieramy się na targ do Fisherman’s Village do Bophut (około 6 km, 15-20 minut, Grab THB 580). Targ robi wrażenie wielkością; składa się zarówno ze street food-u, jak i sprzedaży podróbek i lokalnych wyrobów, na jego obszarze są też stacjonarne sklepy i restauracje.

Niestety, street food na Fisherman’s Village jest mało smaczny, mimo wysokich cen jedzenia. Najwyraźniej tłum jednokrotnych turystów powoduje, że nie trzeba się starać ani jakością, ani ceną. Pieczona kaczka (THB 200) składa się z samych kości i suchego mięsa. Grillowane ośmiornice (THB 150 sztuka) są za twarde, by zjeść je w całości. Mały kawałek duriana (THB 100) jest tak twardy, że po paru kęsach resztę wyrzucam. Oczywiście wizualnie wszystko wygląda wspaniale. Odradzam street food na tym targu; nie jest warty swojej ceny, o ile w ogóle nadaje się do jedzenia. Dla mnie Fisherman’s Village był sporym rozczarowaniem, jakość słaba. a męczy tłum ludz, hałas, gorąco i spaliny. Trudno jest targ opuścić; ulice wokół niego są zakorkowane tysiącami jadących wolno aut i skuterów. Kierowca Grab nam powiedział, że tak to wygląda codziennie.

(Powyżej zdjęcie z targu – akurat wizualnie wszystko wygląda ok, gorzej ze smakiem.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *