Na drodze Via Dei Fori Imperiali, prowadzącej do Koloseum, najwyraźniej kręcą się kieszonkowcy, bo byliśmy świadkami pościgu turysty za czarnoskórym człowiekiem, który coś mu ukradł. Okazało się, że kieszonkowiec wolno biegał, więc turysta bez problemu go dogonił i złapał. W tym samym czasie policjanci siedzący w samochodzie obok wpatrywali się w swoje smartfony.
Nie mam pojęcia, czy warto wejść do Koloseum, bo uznałem, że widok z ulicy mi wystarczy. Natomiast weszliśmy na Palatyn i do Forum Romanum, bo tam jednak jest sporo do zobaczenia i warto wejść na teren tych archeologicznych obszarów.
Bruk w Rzymie jest dość krzywy, na terenie całego centrum wygląda jak poniżej:
W autobusach w Rzymie można płacić przykładajac kartę kredytową do kasowników oznaczonych napisem „Tap & Go”. Bilet na 100 minut kosztuje EUR 1.50. Taka jest teoria, bo w praktyce te kasowniki nie działają: w pojeździe jest kilka i żaden nie jest uruchomiony. Cóż, trzeba jechać na gapę.
Hiszpańskie schody to atrakcja umiarkowana, ale umożliwiają dotarcie do Villi Medici, rezydencji artystów, gdzie za symboliczną cenę biletu przewodnik oprowadzi po warsztatach artystów, willi i ogrodzie.
Po dwóch dniach zwiedzania od rana do wieczora cieszymy się, że to już koniec pobytu – w tym sensie, że nie mielibyśmy siły na kolejny dzień zwiedzania w takim tempie.
Nasz wyjazd planowaliśmy z około 1.5-miesięcznym wyprzedzeniem. Na oficjalnych stronach głównych rzymskich atrakcji – muzeów watykańskich i Galerii Borghese – dostępnych biletów już nie było. W przypadku muzeów watykańskich zdecydowaliśmy się kupić bilety przez pośrednika na platformie GetYourGuide. Cena wyszła około EUR 70 od osoby. Gdyby były dostępne bilety na stronie oficjalnej, kosztowałyby EUR 25 od osoby. Tak czy siak, cena EUR 70 za tego typu atrakcję i tak nie jest wygórowana; przykładowo wstęp do Pałacu Topkapi w Stambule kosztuje EUR 55, a jest to atrakcja jednak mniejszego kalibru.
W Rzymie wszyscy turyści i mieszkańcy narzekają na brak dostępności biletów do w/w atrakcji. Mam wrażenie, że problem wynika właśnie z niskiej ceny biletów oficjalnych, zapewne podyktowanej kwestiami politycznymi. Zarabiają na tym pośrednicy. Również do Galerii Borghese można kupić bilety przez pośredników. Ja w każdym razie cieszę się, że ci pośrednicy istnieją.
Warto wziąć pod uwagę, że długość korytarzy muzeów watykańskich, które trzeba przejść zwiedzając, to około 7 km, ilość eksponatów jest olbrzymia, a ich opisy – lakoniczne.
Po zwiedzeniu muzeów i obiedzie chcemy iść do Bazyliki Św. Piotra. Można wejść za darmo, ale darmowa kolejka wydaje się stać w miejscu. Można też kupić bilety on-line na oficjalnej stronie po EUR 7, ale nie pomyśleliśmy o tym wcześniej, a teraz najbliższy dostępny termin to 17:30, a jest dopiero 15:30. Co robić?
W sukurs przychodzi pracownik szemranej agencji turystycznej Best in Rome Tour, który, widząc moją skwaśniałą minę, zbliża się do nas sprężystym krokiem. „Załatwię wam bilety bez kolejki, zaoszczędzicie wiele godzin, wejście już za pół godziny” – mówi miejscami łamaną polszczyzną. Skwapliwie przytakujemy, gotowi zaryzykować – tym razem EUR 25 od osoby. „Zobaczmy, co potrafi, przynajmniej będzie ciekawie” – myślę.
Przewodnik prowadzi nas do siedziby agencji, gdzie musimy wpisać nasze imiona i nazwiska i zapłacić gotówką (można też kartą, ale wtedy byłoby więcej o EUR 5), później każe siedzieć i czekać. Po kilkunastu minutach daje nam wydrukowane bilety – cóż: okazuje się, że są to te same bilety on-line po EUR 7 na 17:30, których zakup rozważałem wcześniej. Zwracam mu uwagę na to, że godzina na bilecie to dopiero 17:30, czyli za prawie dwie godziny. „To nie ma znaczenia” – mówi. „Za 10 minut zaprowadzę was do wejścia”. No i po dziesięciu minutach idziemy do wejścia dla osób z rezerwacjami on-line, kasjerzy skanują nasze bilety, i… wpuszczają. Zdaje się, że cały trik polega na tym, że nikt nie zwraca uwagi na to, na którą godzinę są bilety. Zresztą po kontroli biletów i tak kolejną godzinę spędzamy w kolejce do kontroli bezpieczeństwa. Na nią nie ma już mocnych.
A więc i tym razem pośrednicy „pomogli”. Mam mieszane uczucia, próbując zrozumieć, za co właściwie zapłaciłem, wydając EUR 25 od osoby za rzekomo darmową atrakcję. Za zakup biletu on-line, który mógłbym kupić sam? Mógłbym, ale jednak sam go nie kupiłem, bo nie chciało mi się czekać dwie godziny. A tak zapłaciłem więcej i wszedłem szybciej, bo ktoś wiedział, że godzina nie ma znaczenia…
Do Rzymu lecimy z Warszawy samolotem PLL LOT. Cena biletu to PLN 1079 od osoby w obie strony, bez bagażu nadawanego. Można było kupić tańsze bilety Wizzair, ale nie aż tak tańsze, by męczyć się w taniej linii.
Niestety, również w PLL LOT można zapomnieć o luksusach. I tak dobrze, że na cztery transporty pomiędzy samolotem a terminalem, dwa odbyły się przy pomocy rękawa. Natomiast jedzenie, jak to na krótkich lotach PLL LOT, jest słabe. Dają do wyboru bułkę z pomidorem lub bułkę z porzeczkami. Trzeba być naprawdę głodnym, żeby ją zjeść w całości.
Przy Rzymie są dwa lotniska: Fiumicino i Ciampino. LOT lata na Fiumicino , które jest „lepszym” w sensie standardu lotniskiem – co ciekawe, jest ono bardziej oddalone od Rzymu od ryanairowego Ciampino.
Z lotniska jest dostępny transport publiczny, jednak aby dotrzeć do naszego apartamentu w historycznym centrum, trzeba by czekać i przesiadać się, a przybywamy dość późno i na krótko. Tymczasem rzymskie taksówki oferują transport do / z Rzymu w zryczałtowanej cenie EUR 55, i na tę opcję się decydujemy. Taksówkarz okazuje się rzymskim intelektualistą, opowiada o Rzymie, a co trudniejsze fragmenty swoich wypowiedzi tłumaczy na język polski przy pomocy asystenta głosowego. Aż warto dodać kolejne EUR 5 napiwku.
W Rzymie zależało nam na noclegu w historycznym centrum, aby być w stanie dotrzeć na piechotę do głównych atrakcji, które planujemy zwiedzić. Zarezerwowaliśmy apartament przy Piazza Navona w cenie EUR 245 za noc za dwie osoby. Apartament jest mały(dwadzieścia kilka metrów) i bez wielkich wygód, ale niedługo po remoncie i z tarasem. W części wspólnej (bo jest to de facto mieszkanie podzielone na apartamenty) znajduje się mikroskopijna kuchnia z ekspresem do kawy. W cenie jest codzienne sprzątanie i wymiana ręczników. Jest nawet płatny (niedrogo) minbar.
Restauracje w Rzymie są, z perspektywy przybysza z Warszawy, niespecjalnie drogie. Dania główne kosztują około EUR 14, pizza podobnie. Dodatki po EUR 7. Wino domowe serwowane w restauracjach tanie, ale średnio smaczne. Lepiej zamówić droższe i lepsze.
Nie będę rozwodził się nad merytorycznymi aspektami atrakcji Rzymu, bo napisano o tym całe tomy. Skupię się bardziej nad rozważaniami praktycznymi.