21.01.2026 Bentota

Ulegamy „zaprzyjaźnionemu” organizatorowi wycieczek z plaży i jedziemy na wycieczkę. Ma ona obejmować wizytę w ajurwedyjskim ogrodzie / lecznicy, w sanktuarium żółwi i mini-safari rzeczne na rzece Bentota. Rozważaliśmy również bardziej interesujące safari na rzece Madu, ale perspektywa dojazdu 1.5 godziny w każdą stronę nas zniechęciła.

Cena wycieczki za 7 osób w sumie EUR 100, w tym wszystkie wstępy. Ale wycieczka składa się z kilku wizyt, które – od razu widać – są tak dobrane, żeby zarobić na turyście.

Pierwszy etap to wizyta w „Herbal garden, authentic, ayurvedic”. Przewodnik oprowadza po ogrodzie, trochę mówi o roślinach i ich zastosowaniu. Następnie uczestnicy wycieczki zostają poddani ajurwedyjskiemu 15-minutowemu masażowi, za który sugerowany jest datek. Ponieważ wcześniej płaciłem LKR 5000 za godzinny masaż, to tu zapłaciłem datek LKR 2000. W sumie masaż ok, choć krótki. Wreszcie, na końcu, jest wizyta w sklepie – i chyba z tego oni żyją. Ceny na moje oko spore, ale żona chciała i kupiła produktów za LKR 95000. Z tego, co czytam w opiniach na Google Maps, to można te same produkty kupić w aptece jakieś 100 razy taniej – ale nie miałem jak tego zweryfikować. Zresztą – co w sumie za różnica? Ajurwedyjski sklep zaliczony, może nie trzeba będzie już kupować niczego w kolejnych… Naszemu przewodnikowi też wypłacono jego dolę na końcu.

Następny etap wycieczki to Bentota river safari & Sammy water sports. Tutaj wsiadamy na łódkę i zwiedzamy rzekę, jej dopływ do morza i namorzynowy las u brzegu. Nie wiem, ile kosztuje ta atrakcja, bo jest w cenie naszej wycieczki. Ale za nią akurat warto by było zapłacić, bo jest trochę ciekawych zwierząt do obejrzenia.

Nietoperze:

Warany:

Kameleony:

Małpy:

Charakterystyczny ptaszek:

Duży krokodyl:

Ostatnim etapem podróży jest wizyta w Sea Turtle Project. Wstęp znów mieliśmy wliczony, ceny nie znamy. Jest to w sumie ciekawa wizyta, zwłaszcza dla dzieci. Można obejrzeć różne żółwie, duże i małe, jak również je potrzymać. Na końcu można dać donację albo zakupić w ramach donacji drobiazgi. Tu jakoś dziwnie to wygląda, bo magnes chcieli sprzedać za LKR 8000, więc zdecydowałem się dać samą donację. Dałem w końcu symboliczne LKR 2000 – ale gdy chciałem je wrzucić do puszki, to przewodnik kazał dać do ręki. Ok, w porządku – ale jakieś to dziwne.

Przy powrocie do naszej willi przewodnik proponował jeszcze masaże i wizyty w sklepach, jednak byliśmy już mocno zmęczeni. Wycieczkę oceniam w miarę pozytywnie, ale nie do końca przekonały mnie zakupy żony w ajurwedyjskim sklepie, po chyba zawyżonych cenach. Reszta atrakcji ok. Podstawa to nie płacić zbyt wiele, gdy cena albo darowizna jest „co łaska”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *