20.08.2024 Teluk Cempedak

Śniadania w Hyatt-cie, w tym kawa, są bez zastrzeżeń. No ale po popływaniu w basenie pora na obiad. Zobaczmy, co sąsiedztwo hotelu ma tu do zaoferowania.

Google maps pokazuje trochę knajp dalej od brzegu, ale decydujemy się najpierw sprawdzić wybrzeże. Loteng Cafe ma intrygująco wyglądający budynek, ale to kuchnia fusion, na razie omijamy, idziemy dalej. Dwa dni później wrócimy do Loteng Cafe i okaże się ok w kategorii kuchni barowej.

Jest tu KFC i McDonalds, omijamy je, choć w McDonaldzie mają nawet lokalne specjały:

W Richiamo Coffee zamawiamy spaghetti bolonese, który zdaniem syna jest smaczne. Obok jest stoisko z wyjątkowo slodkimi napojami. W głębi jest food court, gdzie na 40 lokali czynny jest tylko 1. Siedzą przy nim jacyś lokalsi i jedzą. Patrzę na menu z wątpliwościami. Podchodzi staruszka i proponuje „nasi goreng pataya”, więc posłusznie zamawiam.

Później domówiliśmy jeszcze „nasi goreng ayam”. Dania były jadalne, na pewno warte swojej ceny MYR 10, nieco tłuste, ale i wszędzie tu jest tłusto. No i trochę za dużo wegety staruszka dodaje.

Na kolację powróciliśmy do food courtu z nadzieją, że otworzą więcej bud. Niestety, wręcz przeciwnie, nic więcej się nie otwarło, nawet staruszki lokal był zamknięty. Dziś jest wtorek, może w tym food courcie życie tętni weekendy? Tego się pewnie już nie dowiemy, bo wyjeżdżamy w piątek.

Obok za to smażą jakieś szaszłyki. Do wyboru, do koloru, kurczak, krab, po MYR 3. Niestety, okazują się godne swej ceny, gumowo-parówkowe, tłuste. Mieliśmy jeszcze w planie przetestować jakąś knajpę dalej od brzegu, ale zaczęło padać, więc zjedliśmy kolację w hotelowej restauracji, dania bardzo dobre, kuchnia lokalna, acz już w zachodnim przedziale cenowym, MYR 40-50. W następne dni stołujemy się tutaj.

19.08.2024 Z Kuala Lumpur do Kuantan / Teluk Cempedak

Dziś już wyjeżdżamy z KL. Najwyższa pora, jednak to miejsce męczy.

Najpierw jednak śniadanie. W odległości 15 minut od apartamentu znajdujemy restaurację Nasi Kandar Pelita, gdzie można najeść się w bród wszelkich lokalnych potraw i placków. Zwłaszcza pyszne są nadziewane bananami placki roti pisang, ciekawą potrawą jest też podobny do naleśnika thosai. Kawa w stylu malezyjskim: pełen kubek, słodka – bardziej przypomina niegdysiejszą kawę inkę albo czekoladę. Bierzemy dodatkowe placki na wynos, jemy dania bardziej obiadowe niż śniadaniowe, w sumie płacimy za wszystko MYR 47.

Niemiły szok podczas powrotu do apartamentu. Przechodzimy na przejściu dla pieszych ze światłami, jakiś samochód ignoruje światła, prawie nas rozjeżdża. Było 10 cm od tragedii.

Niestety, piesi nie są grupą uprzywilejowaną w Malezji. Trzeba mieć oczy dookoła głowy i bardzo pilnować dzieci. W centrum Kuala Lumpur są wprawdzie chodniki, ale nie wszędzie – a tam, gdzie są, nagle się urywają, trzeba iść ulicą. Na prowincji jest jeszcze gorzej. Nowe supernowoczesne wieżowce – hotele i apartamentowce – w centrum Kuala Lumpur budowane są tak, żeby zmaksymalizować powierzchnię zajętą pod budynek i pod wyjazd z parkingu. Nie prowadzą do nich chodniki, trzeba iść ulicą, zazwyczaj wąską i dwukierunkową. Przewidziane po prostu jest, że się do nich dojeżdża samochodami. Tu żaden lokals nie idzie kilka kilometrów spacerkiem przez miasto. Na światłach piesi są często rozjeżdżani, w Internecie znalazłem sporo artykułów na ten temat. Ten kraj jest zaprojektowany pod samochody, rząd wręcz wciska je ludności – chodzi tu zwłaszcza o własne malezyjskie marki, m. in. Proton. Paliwo jest dotowane, kosztuje RM 2 za litr.

Jedziemy do Kuantan nad morze autobusem. Samolotem się nie opłaca, to tylko nieco ponad 3 godziny jazdy, a sam dojazd na lotnisko i lotniskowe formalności zajęłyby sporo czasu. Z kolei firma od vanów chciała od nas MYR 1000, czyli więcej, niż kosztuje samolot.

Autobus okazuje się dobrym wyborem. Cena bardzo niska: MYR 25 od osoby, a w środku bardzo wygodne, wielkie siedzenia. Dworzec autobusowy w lepszym standardzie, niż niejedno lotnisko, i procedury podobne (bramki, stewardzi). Jakim cudem te autobusy w ogóle się opłacają? Na większości długich tras rozpoczynających się lub kończących w KL autobusy kursują co 15 minut, a bilety kosztują MYR 20-25. Są to duże autobusy, często piętrowe, a nie „busiki”. W tych autobusach jeździ po kilkunastu pasażerów, co oznacza, że jeden wielogodzinny kurs przynosi jakieś MYR 400 przychodu. A z tego przecież trzeba opłacić paliwo i kierowcę. Wydaje mi się, że autobusy muszą być dotowane, żeby to się spinało.

Hyatt Regency w Kuntan przy plaży Teluk Cempedak, najbardziej cenionej w okolicy. Niby hotel 5-gwiazdkowy, a tańszy, niż 4-gwiazdkowe hotele na wybrzeżu Desaru. Za dwupokojowy apartament ze śniadaniami płacimy MYR 3700 za 4 dni. Pokoje zadbane, choć musiałem poprosić o poprawienie klimatyzacji (chłodziła za mocno). Widok na pobliskie góry pokryte dżunglą i pełne małp.

Hotel został otwarty przez ówczesnego sułtana regionu Pahar, a dodatkowo króla Malezji, w 1980 roku, ale cały jest bardzo zadbany.

Plaża bardzo ładna, ale – uwaga – są małpy. Całe szczęście występują tylko na skraju plaży. Wyrywają torby ludziom, choć i ludzie nie pozostają dłużni, drażniąc je.

Lunch w hotelowym plażowym barze Sampan znacznie tańszy, niż w hotelach na wybrzeżu Desaru, ale i średnio smaczny. Potrawy po MYR 40, drinki po MYR 35. Spełnia funkcję zapchania żołądka.

18.08.2024 Kuala Lumpur

Śniadanie w Cafe:in House koło kompleksu The Platinum w którym mieszkamy. Kawiarnia ma sporo gwiazdek na Google Maps, ale okazuje się bez rewelacji. Jedzenie jest gorsze, niż w mallowych food courtach, a ceny wysokie. Kiełbasa w śniadaniu okazuje się parówką. Myr 35-45 za śniadanie dla jednej osoby bez kawy. Oczywiście, jak w wielu tego typu miejscach, ceny podawane są bez podatku i serwisu. Klienci to turyści, nocujący podobnie jak my, w okolicznych apartamentowcach. Ich portfele i żołądki wiele zniosą. Zresztą w najbliższym sąsiedztwie nie ma innej knajpy, choć to centrum.

Upragniona przez dzieci kąpiel w basenie na ostatnim piętrze. Basen służy bardziej do robienia zdjęć na Instagrama, niż do kąpieli. Kto by się tu zresztą kąpał? Obfity regulamin nie obejmuje zasady umycia ciała przed zanurzeniem w basenie. Za to ochroniarze skwapliwie wyłapują osoby, które ośmielą się wejść do basenu w czapce z daszkiem, choć nie jest to zakazane w regulaminie.

China town KL. Ulice zastawione straganami. Wśród tego trochę perełek – hinduskich i taoistycznych świątyń, ciekawych murali. Stragany głównie z plastikowym badziewiem i podróbkami torebek i ubrań znanych marek. Na szczęście jest też smaczny street food i lokalne restauracje.

Obok China town – Indian town. Tu również mnogość knajp i tłum na ulicach.

W okolicy Petronas Towers znajduje się obszerny park z publicznymi basenami i z multimedialnym parkiem fontann.

17.08.2024 Kula Lumpur

Mamy pomysł, by zwiedzić Petronas Towers. Bilety online już dawno wyprzedane, idę o 8 rano, by kupić je w kasie, która codziennie oferuje pulę biletów offline. 0 8:00 jestem czternastą osobą w kolejce. O 8:30 otwierają kasy. Wolna obsługa, dopiero o 9:00 dochodzę do okienka, można kupić bilety na poranne godziny, późniejsze lub wyprzedane.

Czy warto odwiedzić Petronas Towers? To zależy. Zajmuje to godzinę i kosztuje MYR 100 od osoby. Widok jest ok, o ile nie pada i nie ma mgly.

Pomysł przejechania się hulajnogą miejską Beam jest o tyle słaby, że egzeplarz hulajnogi okazuje się uszkodzony i prawie nie daje się kręcić kierownicą. W połączeniu z nierówną ścieżką rowerową stwarza to pewne zagrożenie, ale jakoś daję radę. O dziwo nikt się nie czepia, że jadę pod prąd.

Ogród Botaniczny w Kuala Lumpur. Sporo lokalsów robi sobie tu pikniki. Są różne rośliny, choć chyba bez szału.

Do ogrodu przylega ogromne motylarium, w środku dużo zieleni i wody, i kilka rodzajów ładnych motyli w dużej ilości.

Plany na resztę dnia były ambitne, ale całe popołudnie lał deszcz. Co w takich okolicznościach może być lepszego, od kolejnej wizyty w Suria KLCC i kolejnych zakupów?

Przy okazji kupiłem tu wino. Długo zastanawiałem się, jakie kupić, krążąc wokół półek. Bo, jak można się domyślić, wino tu jest niszowe i drogie. W końcu kupiłem jakieś australijskie wino z raczej niskiej półki za MYR 60. Okazało się niepijalne, przy czym to opinia nie tylko moja, ale również mojej żony.

16.08.2024 Z wybrzeża Desaru do Kuala Lumpur

Dziś dobiegł końca nasz pobyt w Desaru. Rozważaliśmy posiedzenie tu dłużej, ale 6 dni chyba już starczy. Tym bardziej, że jest już piątek, a od piątku noclegi na wybrzeżu dwukrotnie drożeją z uwagi na weekendowych turystów.

Rozważaliśmy kilka sposobów dotarcia z Desaru do KL, ale wybraliśmy vana. Cena: MYR 900 za komfortowy 10-miejscowy van, lub MYR 800 za nieco mniejszy 6-miejscowy van. Czas przejazdu door-to-door zapewne do 5 godzin. Ta opcja wydała nam się najwygodniejsza.

Rozważaliśmy jeszcze:

  • Samolot z Johor Bahru do KL. Cena: około MYR 300 za samochód z Desaru na lotnisko (to ponad 1 godzina jazdy), MYR 1000 za samolot (z bagażem rejestrowanym). Czas przejazdu door- to-door z przesiadkami zapewne około 4.5h, czyli podobnie jak van.
  • Autobus z Johor Bahru do KL. Cena: około MYR 300 za samochód z Desaru do Johor Bahru, MYR 100 za autobus. Czas przejazdu door- to-door z przesiadkami zapewne około 8h.

Kierowca jedzie jak szalony, w końcu za to mu płacą. Waham się, czy nie zwrócić mu uwagi, ale w końcu tego nie robię. W niecałe 4 godziny dojeżdżamy do celu.

Apartamenty the Platinum Kuala Lumpur by LUMA. W teorii luksus w samym centrum: 111 m2 apartamencie Premier z 2 sypialniami i łazienkami, urządzonym jak z żurnala, w najlepszej lokalizacji, z basenem na dachu. Ale to zbyt tania oferta – MYR 1490 za 3 dni – i zbyt słabe opinie na Bookingu, by mogło być idealnie.

Budynek ma ponad 30 pięter, na każdym kilkadziesiąt apartamentów. Tłumy zdezorientowancyh turystów wszelkich ras w lobby. Kolejka do rzadko przyjeżdżających, acz dużych, wind. W samym apartamencie wszechobecny mocny zapach tytoniu. Wystrój ok, ale dość zużyty. Obecne mrówki faraona, ale to akurat dla mnie plus, bo podobno odstraszają mniej przyjemne insekty. Klimatyzacja zepsuta – ale po zgłoszeniu szybko reperują.

Widok z okna:

Atutem miał być basen na dachu. ale przez pierwsze 2 dni i tak nie mamy na niego czasu, poza tym wieczorami pada deszcz, a wtedy go zamykają. Pierwszego wieczora wjeżdżamy tylko windą zobaczyć, jak wygląda. Winda staje po drodze, na jednym z pięter chce wsiąść kilkunastoosobowa grupa już gotowych do pływania hindusów, ale nie ma miejsca w windzie. Coś tam wesoło pokrzykują. Ciekawe, jak zmieszczą się w basenie, bo nie jest zbyt duży.

Dom handlowy Suria KLCC przy Petronas Towers. Sklepy znanych marek i food court, gdzie można zjeść wszystko po MYR 20. Godny polecenia.

Tuż obok Decathlon, można zrobić zakupy jak w Polsce, a ceny chyba nawet niższe. Kupujemy w końcu stroje kąpielowe zasłaniające ciało.

Na mieście tu i ówdzie streetfood, ale przy głównych ulicach nie widać go za dużo. Streetfood raczej lokuje się w wyznaczonych lokalizacjach no i pełno go w China town.

14.08.2024 Wybrzeże Desaru

Parę słów o tym wybrzeżu.

Wybrzeże Desaru to relatywnie nowe miejsce wypoczynkowe. Najbliższe miasto, Bandar Penawar, zostało oficjalnie otwarte przez lokalne władze w 1979 roku. Jest to normalne, „nieturystyczne” miasto, oddalone od morza o kilka kilometrów, zapewniające pełną miejską infrastrukturę i tętniące lokalnym życiem.

Od kilku lat lokalne władze rozwijają Wybrzeże Desaru, przez co rozumiany jest kilkunastokilometrowy pas wybrzeża blisko Bandar Penawar. Inwestowane są spore państwowe pieniądze w lokalną infrastrukturę i hotele. Jest sieć nowych dróg, ścieżek rowerowych, miejscami są nawet chodniki (jest to nieoczywiste w Malezji), jeżdzą darmowe autobusy, powstała przystań promowa i są rejsy z/do Singapuru. Spora infrastruktura i bardzo mało ludzi, przybywa ich w weekendy. Poza wyznaczonymi drogami tropikalna przyroda.

Kilka dużych, głównie czterogwiazdkowych, ale i pięciogwiazdkowych hoteli, wybudowych w latach 2018-2022, widać też budowę nowego hotelu koło Westinu. Do kompletu wspomniany w jednym z poprzednich wpisów Adventure Waterpark. Wszystko to w ramach państwowych inwestycji.

Obecnie zaletą Wybrzeża Desaru jest zatem dobra infrastruktura i piękna plaża w połączeniu z brakiem turystów. Nic, tylko korzystać. Pewną wadą jest brak miejskich udogodnień: sklepów, restauracji, itd; brak konkurencji odbija się na nieco wyższych cenach noclegów i jedzenia. Na szczęście do miasta bandar Penawar można dojechać Grab-em za MYR 10-15..

Nie widuje sie tu raczej białych turystów. Zarówno w hotelach na wybrzeżu, jak i w restauracjach i sklepach w Bandar Penawar, klientami są Azjaci. W hotelach widziałem pojedynczych białych ludzi. Niezależnie od tego, praktycznie wszyscy malezyjczycy mówią po angielsku.

Warto dodać, że większość Azjatów nad basenem lub na plaży ubiera się w stroje kapielowe zakrywające większość ciała. Nie chodzi tu o kwestie obyczajowe, ale praktyczne. Sami też planujemy zakup takich strojów kąpielowych. Ciągłe smarowanie się kremami na słońce jest problematyczne, krem łatwo się zmywa w wodzie, ponadto nawet krem 50 nie chroni w pełni przed tutejszym słońcem.

Władze promują aktywnie ten region, m. in. zachęcają do organizowania tu festiwali muzycznych. We wrześniu 2024 będzie tu miał miejsce Ombak Festival, gdzie wystąpią Grace Jones, Macy Gray, The Cardigans i wielu innych.

13.08.2024 Wybrzeże Desaru

Mijają 3 dni wykupione w Hard Rock Hotel Desaru. Ponieważ wybrzeże jest piękne i bez ludzi i małp, decydujemy o pozostaniu w tej okolicy dłużej. Ale już nie w Hard Rock Hotel, tylko w Westin Desaru. Ten drugi przy minimalnie wyższej cenie (MYR 950 za noc w tygodniu dla 2 dorosłych i 2 nastolatków, uwaga znacznie drożej w weekendy) jest przy plaży i podobno ma większy basen. Zresztą najwyższy czas uciekać z Hard Rock Hotelu, bo właśnie zamknęli jedyny basen i jedyny całodniowy bar do remontu.

Z dużym basenem w Westinie okazuje się nie do końca prawda; jest niewiele większy.

Ale pokój przynajmniej na 5 piętrze, z ładnym widokiem aż po horyzont. Jest to widok w stronę lądu, bo do widoku na morze nie chciało mi się dopłacać.

Przy plaży jest westinowy bar z jedzeniem, w którym można zjeść różne potrawy po MYR 40. Na lunch wystarcza. Nie ma innych jadłodajni w okolicy bez podjechania samochodem.

Wieczorem chcemy pójść na kolację do hotelowej restauracji, ale okazuje się, że obsługa odradza skorzystanie z niej z powodu natłoku zamówień i związanego z tym bardzo długiego oczekiwania. Może i dobrze, bo ceny z kosmosu, a nie ma co się spodziewać kulinarnych rewelacji.

Bierzemy Grab-a do Desaru Seafood Corner. Jest to znana lokalna restauracja położona w miescie. Raj dla smakoszy. Kilogramowe ryby pysznie przyrządzone po MYR 80-100. Zestawy krewetek po MYR 46. Uwaga: jak w wielu takich restauracjach, ceny podawane bez VAT i opłaty za obsługę. Podczas dalszej podróży przez Malezję nie natrafimy już na tak dobrą restaurację z owocami morza.

12.08.2024 Wybrzeże Desaru i Bandar Penawar

W cenie pobytu w hotelu Hard Rock Hotel Desaru jest jednodniowe wejście do Adventure Waterpark Desaru Coast. Normalnie takie wejście kosztuje 120 MYR od osoby, więc skoro dali bilety „za darmo”, to trzeba iść, choć mocno się nie chce.

Adventure Waterpark to ogromny i dość dziwny przybytek, składający się z wielu rozrywek wodnych, wybudowany w podobnym okresie, co Hard Rock Hotel i również przez lokalne władze. Przede wszystkim jest tu niespotykanie olbrzymi basen z plażą i sztucznymi falami, imitujący morze. Fale są robione co 2 godziny przez pół godziny, jedna fala na kilka minut. Woda niezbyt przejrzysta, zbielała chyba od spłukiwanych z ludzi kremów do opalania. Gdyby taki basen był wybudowany z dala od morza, miałby sens. Jaki jest jednak cel zrobienia namiastki morza w miejscu oddalonym 10 minut od plaży, tego nie wiem. Na marginesie, w wielu innych nadmorskich miejscowościach w Malezji też są takie baseny.

Jest ogromny roller coaster, w dolnej części trasy jadący częściowo w wodzie. Ciągle słychać krzyczących pasażerów. Są ogromne i strome zjeżdżalnie, z których zjeżdża się na gumowych kołach. Zjeżdżalnie są zaprojektowane tak, że koła te często wpadają w ruch wahadłowy, zmieniając kierunek ruchu – raz jedzie się przodem, raz tyłem, co dodatkowo zwiększa poziom adrenaliny.

Są też pomniejsze atrakcje dla dzieci i „emerytów”: małe zjeżdżalnie, rzeka ze sztucznym nurtem. W sumie może i warto iść, mając darmowy bilet i park pod nosem.

Najbliższe lokalne zakupy można zrobić w Bandar Penawar. W mallu SKS Mall Desaru i w pobliskich sklepach jest wszystko. Odzież dowolnych firm, w tym pseudo-Vuitton i Pamu (anagram Puma), po około MYR 30-40 za sztukę. Klapki po MYR 5. Uzupełniam zapasy ubrań. Ceny ani jakość nie są specjalnie atrakcyjne jak na Malezję, ale potrzebuję ubrań, więc cóż zrobić.

Są mniejsze i większe supermarkety, ale bez alkoholu. Alkohol można kupić w sklepie Fresh Gourmet. Piwo 350ml wychodzi po około MYR 7.5. Zrobiłem zapas 10 różnych singapurskich Tigerów, bo pomyślałem, że lepiej kupić lokalne piwo. Smakowo to był błąd, bo i mocno słabo smakuje ten Tiger. Nie zużyłem tego zapasu w całości rzez kolejne 2 tygodnie. Cóż, przynajmniej wyszło na zdrowie.

Są tu dziesiątki restauracji, głównie z kuchnią lokalną – arabską, indonezyjską, chińską. Akurat mijamy Restoran MK Swat Jalal, spory tłum, sami lokalsi. Kucharze przy wejściu pieką indyjskie chlebki. Obiad wychodzi po kilkanaście MYR od osoby.

11.08.2024 Wybrzeże Desaru

Śniadanie w hotelu Hard Rock Hotel Desaru. Pewna ulga po hotelu w Singapurze, bo nie trzeba stać w kolejce do wejścia na nie. Samo śniadanie poprawne, choć bez specjalnych pyszności. Punktualnie o 10:30 wyłączają ekspresy do kawy i zaczynają chować stoły. Kto się choć chwilę spóźni, niczego nie skosztuje.

Plaża jest 10 minut spacerem od hotelu, jest nawet chodnik. Dla wygodnickich jest możliwość podjechania hotelowym meleksem. Przy plaży stoi hotel Westin i plaża ma udogodnienia firmowane przez ten hotel. Tym niemniej jest to plaża publiczna, więc wejść może każdy. Są wc i prysznice. Okazuje się też, że przy plaży jest stanowisko z ręcznikami dla klientów hotelu Hard Rock. Luksus, choć jak się okaże, czynne tylko w weekendy. Jest bar z jedzeniem i wypożyczalnia wodnego sprzętu sportowego.

Ładna plaża, nie widać cywilizacji, drzewa dochodzą prawie do wody, nie ma wzdłuż brzegu leżaków, nie ma też nigdzie parasoli. Co ważne, nie ma małp. Można leżeć pod drzewami w cieniu. Piasek jest dobry do robienia budowli z piasku. W wodzie brak kamieni; sielanka.

Spacer plażą w kierunku Bandar Penawar przez główną plażę publiczną Desaru. Na plaży publicznej pełno lokalsów, przyjeżdżają samochodami, rozbijają kempingi i namioty, robią grille. Swojska atmosfera. Kilka bazarowych stoisk z dmuchanymi zabawkami wodnymi i dziwnymi potrawami.

Bierzemy Grab-a za MYR 5 do Woodfire Desaru, jest to miejsce dzień wcześniej wskazane przez lokalsa jako „najlepsze burgery”. Burgery rzeczywiście smaczne, a co więcej robione od ręki. Jeden burger za MYR 20, w miarę standardowa malezyjska cena.

W hotelu odbieramy zaległe drinki powitalne. Tutaj rozczarowanie, bo są to słodkie drinki bezalkoholowe. Dobre może dla dzieci.

W hotelu wieczorny koncert rockowy. Jednak Hard Rock Hotel daje radę w tym zakresie, zespół całkowicie profesjonalny, zaangażowany i jeszcze gra na zawołanie dowolne utwory.

10.08.2024 Z Singapuru do Malezji na Wybrzeże Desaru

Z hotelu w centrum Singapuru idziemy z walizkami do metra. Metrem – linia TE – jedziemy do stacji Woodlands. Spora odległość, metro jedzie 30 minut.

Ze stacji Woodlands autobusem 905 do singapurskiej kontroli granicznej Woodlands Checkpoint.

Kontrola graniczna szybka. Kolejny autobus przez most do Malezji.

Po 10 minutach wysiadka na malezyjskiej kontroli granicznej Johor Bahru Checkpoint. Znowu szybka kontrola i znajdujemy się na dworcu kolejowym JB Sentral.

Wszystkie powyższe etapy podróży z Singapuru do JB Sentral są szybkie i bezproblemowe, ale z uwagi na sporą liczbę tych etapów, cała podróż zajmuje blisko 3 godziny. Można też zamówić transport samochodowy, ale cały most do Malezji jest zakorkowany, a autobusy mają buspas. Opcją wygodniejszą od autobusu i również odporną na korki jest wahadłowy malezyjski pociąg jeżdżący pomiędzy Singapurem a Johor Bahru: KTMB Shuttle Tebrau. Próbowaliśmy na niego kupić bilety, ale nie było już miejsc.

Dopiero po odbyciu poniższej podróży przeczytałem, że od 2023 roku począwszy można popłynąć promem z przystani Tanah Merah w Singapurze na malezyjskie wybrzeże Desaru, do nowo wybudowanej przystani Desaru Coast Ferry Terminal. Są dostępne bez większej trudności bilety po ok. SGD 50 od osoby, płynie się 90 minut. Jest to najbardziej sensowna opcja podróży z Singapuru do Desaru.

Na dworcu JB Sentral można już wyjąć z bankomatu ringity malezyjskie (MYR). Bankomat, jak większość bankomatów w tym regionie, jest firmy Euronet. O ile bankomatów tej firmy lepiej na świecie unikać z powodu wysokich procentowych prowizji, to w Malezji dorzuca on tylko prowizję MYR 15 niezależnie od wyjmowanej kwoty, więc nie jest źle, warto tylko wyjąć jak najwięcej.

Podobnie, jak w Singapurze, najpopularniejszą aplikacją do zamawiania przejazdów w Malezji jest Grab. Na wybrzeże Desaru chcieliśmy dojechać Grab-em i z tego, co sprawdzaliśmy kilka dni wcześniej, taki przejazd kosztuje poniżej MYR 200. Jednak dziś okazuje się, że kosztuje MYR 500. Po kilkunastu minutach tanieje do MYR 250. Po kolejnych kilkunastu minutach znów drożeje do MYR 400. Schodzimy na dół dworca z planem czekania na ponowną obniżkę ceny. Są tam też namolni taksówkarze. Pierwszy lepszy taksówkarz oferuje transport za MYR 300. Właściwie czemu nie? Próbuję nieudacznie się targować, bez większego sukcesu. Taksówkarz podkreśla, że samochód jest duży i luksusowy, no to jedziemy. Samochód jest owszem sześcioosobowy, ale za to okazuje się, że taksówkarz to tak naprawdę dodatkowy pasażer w taksówce, a taksówkarzem jest ktoś zupełnie inny. No cóż, przynajmniej „taksówkarz” jest rozmowny i miło się z nim rozmawia.

Hard Rock Hotel Desaru, 4 gwiazdki. MYR 2600 za 3 dni ze śniadaniami dla 2 dorosłych i 2 nastolatków. Wybór podyktowany akceptowalną odległością od plaży, ceną, no i tym, że w ogóle są w nim miejsca, bo w Desaru nie ma zbyt wielu hoteli. Pewnym rozczarowaniem okazuje się pokój, bo jest daleko od hotelowych atrakcji i na parterze, kompletnie bez żadnego widoku. Pilot od telewizora nie działa, co jest problemem, bo nie da się wyłączyć głośnej powitalnej muzyki. Nie działa też telefon. Szybko to reperują. Poza tym wszystko ok. Można za darmo wypożyczyć do pokoju gitarę elektryczną, do wyboru jest wiele modeli Fendera.

Potrawy w barze przy hotelowym basenie smaczne. Ceny potraw i drinków bardzo wysokie; akceptowalne, jak na hotel, ale – jak się okaże – wyższe, niż w innych częściach Malezji. Wydajemy MYR 160 na 2 dorosłych + 2 dzieci.

Wieczorem wpadamy na pomysł odebrania drinków powitalnych, na które dostaliśmy bony. Niestety, okazuje się, że można to zrobić tylko do 19:00. No cóż, to może zamówimy jakieś napoje alkoholowe z karty? Ale ceny alkoholu to przegięcie: pinta piwa MYR 53, drinki po MYR 85. Czy warto tyle płacić, to już każdy musi sam zdecydować; ja powiedziałem pas.