Doświadczywszy marnego standardu vanów zamawianych Uberem, tym razem zamawiamy przejazd w bardziej tradycyjnej lokalnej firmie transportowej z Colombo, Kangaroo Cabs. Wybór samochodu na 14 osób to dobry pomysł, bo jeden rząd jest spożytkowany na nasze bagaże i pozostała liczba bardzo wygodnych miejsc akurat jest optymalna na naszych 7 osób.
Nasze kolejne zakwaterowanie jest właściwie nie w Hikkaduwa, ale w połowie drogi pomiędzy Hikkaduwa a Galle. Jest to hotel Crystal Sands Hikkaduwa, o tyle specyficzny, że będący chyba jedynym dziesięciopiętrowym blokiem w promieniu wielu kilometrów. Mamy tu zarezerwowany apartament z trzema sypialniami o powierzchni powyżej 100m, z jacuzzi na tarasie. Cena to USD 1200 za 6 dni pobytu ze śniadaniami.





Tu już nie ma prywatnego kucharza, tylko restauracja na 10 piętrze. Potrawy smaczne, ceny w kierunku europejsko-polskich, co jest pewnym szokiem po praktycznie darmowym jedzeniu gotowanym przez prywatnego kucharza w willi. Za to jest ładny widok.



Widok z okna apartamentu:

Plaża przy hotelu jest ładna, mało osób i żadnych beachboyów. Hotel zapewnia leżaki i parasole. Do wody można wejść na kilkadziesiąt metrów w głąb, jest płytko, choć fale są bardzo wysokie. Jak wszędzie, są psy, choć nie w jakiejś dużej liczbie.



Niestety, pierwszego wieczoru pojawia się ten sam problem, co w Wadduwa – silne zadymienie powietrza. Jak widać, jest to problem występujący wszędzie. Wieczór spędzamy poza tarasem. Następnego dnia rano też będzie czuć dym. Dopiero w dzień ustąpi.
Rybacy wyciągają w pocie czoła łodzie z wody na stromy brzeg, zajmuje to im dużo czasu:


Na plaży jaja żółwi:
